Link do księgarni
Czas i energię, które marnotrawimy na porażki, moglibyśmy spokojnie przeznaczyć na osiągnięcie sukcesu.
Absurd? Paradoks? Nie — na szczęście to trzeźwa, prozaiczna prawda, która jest pełna obietnic. Przypuśćmy, że pewien człowiek ma spotkanie setki mil na północ od swojego domu i że jeśli tam dojedzie na czas, to do końca swojego życia będzie cieszył się zdrowiem, szczęściem i bogactwem. Ma wystarczająco dużo czasu i benzyny, by tam dojechać. Wyrusza, ale stwierdza, że będzie dużo zabawniej, jeśli pojedzie najpierw dwadzieścia pięć mil na południe, niż jeśli miałby wyjechać za wcześnie.
Czyż to nie absurdalne?! Nieprawdaż? Benzyna nie ma z tym nic wspólnego; czas nie ma żadnych preferencji, w jaki sposób zostanie wykorzystany; droga idzie zarówno na północ, jak i na południe; i w końcu nasz bohater nie dojechał na spotkanie. Jeśli teraz ten człowiek powiedziałby nam, że mimo wszystko podobała mu się jego przejażdżka w złym kierunku, że w pewnym sensie sprawiło mu większą przyjemność jechanie bez celu niż dotrzymanie terminu spotkania, że jadąc na południe, doznał wzruszającego wspomnienia dawnego domu — to czy powinniśmy pochwalić go za bycie poprawnym filozofem i stracenie swojej szansy?
Nie! Powinniśmy uważać, że zachował się jak skończony kretyn. Nawet jeśli nie dojechał na spotkanie, ponieważ gonił za minionym marzeniem, to nie powinniśmy go uniewinniać. Albo jeśli przyjechałby za późno na spotkanie, ponieważ zgubił się, a mógł sprawdzić wcześniej drogę na dobrej mapie, by tego uniknąć, moglibyśmy mu współczuć, ale powinniśmy źle go osądzić.
Jeśli natomiast porównamy jazdę prosto z nami i z naszymi osiągnięciami, to zachowujemy się dokładnie tak samo, jak bohater naszej głupiej bajeczki: jedziemy w złym kierunku. Ponosimy porażkę tam, gdzie moglibyśmy odnieść sukces, tracąc ten sam czas i tę samą energię.
Porażka wskazuje na to, że nasza energia została przelana w niewłaściwy kanał. Zabiera się nam energię na odniesienie porażki.
Jest to coś, co rzadko udaje nam się od razu dostrzec. Ponieważ zazwyczaj myślimy o porażce jak o konwencjonalnym przeciwieństwie sukcesu, mamy tendencję do czynienia fałszywych antytez kategorii dotyczących sukcesu i porażki. Sukces jest pokrzepiający, energiczny, żwawy; tak też typowe zachowanie kogoś, kto odniósł porażkę to: apatia, bezczynność, pozycja leżąca. Wystarczająco prawdziwe — ale to nieprawda, że nie zużywa się żadnej energii. Niech jakikolwiek psycholog powie nam, ile energii potrzebuje dojrzały człowiek, by móc stawić opór. Musi zostać stoczona ogromna walka z siłami życia i ruchem, by móc pozostać w stanie bezczynności, niemniej ta walka umiejscawia się tak wysoko ponad poziomem naszego życia, że nie zawsze jesteśmy jej świadomi. Fizyczna bezczynność nie jest w żadnym wypadku oznaką, że życiowe siły się wypaliły. Nawet wałkoń używa energii, gdy śni.
Kiedy porażka zdarza się podczas cennych godzin i zaczynamy zabijać czas bzdurnymi zajęciami, to możemy dostrzec, że energia wyszła z odpowiedniego kanału. Jednak są też sposoby na zabijanie czasu, które wcale nie sprawiają wrażenia, że się go trwoni. A nawet całkiem przeciwnie, mogą się wydawać świadomymi i ciężkimi zajęciami, które zazwyczaj wzbudzają zewnętrzną akceptację i prowokują pochwały ze strony obserwatorów, a w nas wywołują samozadowolenie. Ale tylko wtedy, gdy przyjrzymy się temu bliżej, odkryjemy, że te zajęcia prowadzą nas donikąd, że nas męczą i nie dają nam satysfakcji, że nasza energia została poświęcona na coś, co prowadzi jedynie do porażki.
Ale dlaczego tak ma być? Dlaczego, skoro zużywając tę samą energię, moglibyśmy odnieść sukces? Dlaczego tak rzadko wiedziemy życie, o jakim marzyliśmy i jakie planowaliśmy? Dlaczego tak mało osiągamy i dlaczego tak bezmyślnie sobie przeszkadzamy? Dlaczego, kiedy zaczynamy zbyt późno albo kończy nam się benzyna przez nieuwagę, albo nie zauważymy jakiegoś znaku drogowego, bo śnimy na jawie, myślimy, że byliśmy poprawnymi filozofami, tworzymy sobie wymówki, by usprawiedliwić te absurdalne porażki? Nikt tak naprawdę się nie pocieszy, mówiąc, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, że lepiej podróżować i mieć nadzieję, niż dojechać do celu, że lepiej mieć pół bochenka chleba niż nic. Takie powiedzenia są cyniczną destylacją doświadczenia, ale nie mają nic wspólnego z prawdziwym życiem. Nikogo nie oszukujemy, a mimo to nasze kompromisowe wymówki są akceptowane przez naszych znajomych, dopóki jedziemy na tym samym wózku. Człowiek sukcesu będzie słuchał takiej gadaniny ze zdziwieniem i niedowierzaniem, stwierdzając, że na świecie jest wiele hipokryzji. Ma on wspaniały dowód na to, że nagrody wynikające z dobrze prowadzonej działalności prześcigają znacząco produkty uboczne porażki, że jedno rzeczywiste, mikroskopijne zwycięstwo jest warte całej góry marzeń. Nawet jeśli dopominamy się rekompensaty za naszą porażkę, to źle się czujemy. Tak naprawdę nie wierzymy — mimo że z wypowiadanych przez nas sentencji wynika co innego — że należy wybierać pomiędzy sukcesem a dobrym życiem. Wiemy, że ci, którzy odnoszą sukces, oglądają ten sam zachód słońca, oddychają tym samym powietrzem, kochają i są kochani nie mniej niż ci, co zaliczają porażki. A dodatkowo mają coś więcej: wiedzę, że wybrali drogę w kierunku życia i rozwoju zamiast przyzwolenia na śmierć i upadek. Cokolwiek byśmy mówili, to wiemy, że Emerson miał rację, twierdząc: „Sukces jest konstytucyjny; zależy od dodatniej kondycji mózgu i ciała, od mocy pracy, od odwagi”.
Dlaczego więc zaliczamy porażki? A w szczególności, dlaczego ciężko pracujemy na porażkę? Ponieważ poza tym, że jesteśmy istotami podległymi Woli Życia i Woli Mocy, to jesteśmy jeszcze podatni na inny rodzaj woli, a mianowicie Wolę Porażki bądź Śmierci. Jest to dla większości z nas dość osobliwa idea. O Woli Życia i o Woli Mocy słyszeliśmy już niejednokrotnie; nasze psychologie i filozofie dużo z nich czerpią. Natomiast Wola Porażki jest czymś bardziej tajemniczym, trudniejszym do zaobserwowania. Przyjmuje ona tak wiele form, jak morskie bóstwo, i jest tak wiele indywidualnych sposobów na porażkę — porażkę honorową i z sukcesem — jak wiele jest psychologicznych typów. Tak więc dopada nas to znienacka. A my zapieramy się, gdyż jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do myślenia o porażce jak o cieniu bądź widmie niż jak o rzeczywistości, którą można spotkać i której trzeba będzie stawić czoła. Dlatego nas przeraża. Zdanie sobie sprawy, że w naszym życiu istnieje Wola Porażki bądź — urastająca do tej samej rangi — Wola Śmierci, że istnieje w nas pogrążająca, odbierająca witalność i frustrująca siła, jest pierwszym krokiem do przejścia na drogę sukcesu. Nie możemy zacząć od ignorowania tego, gdyż może się to obrócić przeciwko nam. Najpierw musimy temu stawić czoła, a kiedy już to zrobimy — odwrócić się od tego.
Możemy odzyskać energię, którą teraz tracimy na porażki, i użyć jej dla zdrowych celów. Są pewne fakty — proste, uniwersalne, psychologiczne prawdy — które, jeśli raz je dostrzeżemy, doprowadzą nas do ostatecznych konkluzji. Na podstawie owych konkluzji możemy sformułować recepturę, którą powinniśmy wdrożyć w życie. Jest jedna prosta i praktyczna procedura, która naprowadzi nas na dobry tor. Jest to procedura, którą, świadomie bądź nieświadomie, stosuje każdy człowiek sukcesu.
Procedura jest prosta, a pierwsze kroki są tak łatwe, że ci, którzy mają tendencję do dramatyzowania, mogą nie uwierzyć, iż coś tak mało skomplikowanego, może im pomóc. Z drugiej strony, skoro zajmuje to mało czasu i dość szybko przynosi efekty, a rezultaty są zazwyczaj zdumiewające, to warto spróbować. Bogatsze życie, lepsza praca, doświadczenie sukcesu i ostateczne „żniwa”: rezultaty są niewątpliwie warte wypróbowania receptury.
Jedyne niezbędne narzędzia to wyobraźnia i chęć ingerencji w dotychczasowe schematy i przyzwyczajenia, chęć działania w nowy sposób tak długo, by można było dokończyć konkretne zadanie. Długość tego okresu oczywiście zależy od rodzaju zadania, które mamy do wykonania, jak i od tego, czy jego powodzenie zależy jedynie od nas, czy też musimy brać pod uwagę zależność od innych ludzi. W każdym razie — na pewno zobaczymy rezultaty naszego eksperymentu. Zazwyczaj pierwsze efekty są tak zdumiewające, że wymienianie ich tutaj mogłoby zrazić trzeźwo myślących czytelników. Słuchanie o nich, zanim ktoś sam do nich dojdzie, jest niczym słuchanie opowieści o cudach i efektywność programu mogłaby spaść przez wtargnięcie wątpliwości, których nie bylibyśmy w stanie się wyzbyć. Tak więc raz jeszcze: mimo że rezultaty są niesamowite, to sam proces jest prosty i nieskomplikowany. Warto jest spróbować, ponieważ pomógł on setkom ludzi. Może pomóc każdemu człowiekowi, którego egzystencja jest bardziej poświęcona porażce niż życiu.
Niezależnie od Woli Porażki, niezależnie od Nagród Porażki — sukces jest naturalnym celem człowieka. Energia jest odpowiednio pożytkowana nie wtedy, kiedy tracimy ją na utrzymywanie naszego stanu inercji czy wykonujemy nieproduktywne zadania, jałowe czynności, ale tylko wtedy, kiedy służy nam do wypełnienia najbardziej dojrzałych i najbardziej zrozumiałych idei.
Aktorka, która osiąga szczyt swojej artystycznej kariery, odniosła taki sam sukces, jak matka, która wychowała liczną rodzinę. Ksiądz bądź pastor zatopieni w trosce o swoich parafian odnieśli taki sam sukces, jak geniusz znany wszystkim mu współczesnym. Koncepcja sukcesu innych może znacznie odbiegać od naszej, nie zrozumiemy nawet, co takiego widzą oni w karierze, którą wybrali, ale jeśli mamy choćby odrobinę wyobraźni, to wiemy — widząc, jak odpowiedzialnie, efektywnie, użytecznie i szczęśliwie żyją — że mamy do czynienia z ludźmi sukcesu.
Warto zwrócić uwagę, że dopóki nie pozwolimy samym sobie na przecenianie własnego charakteru, to nasz własny ideał sukcesu będzie znajdował się w obszarze tych rzeczy osiągalnych. Zazwyczaj, dalecy od przeceniania naszych umiejętności, nie rozumiemy, jak ogromne one są. Przyczyny tego naszego niedoceniania się zostaną omówione później, ale należy zdać sobie sprawę, że zawsze jest kilku szaleńców, którzy uważają się za odpowiednie osoby na stanowisko daleko wykraczające poza ich możliwości.
Należy również zrozumieć, że w książce tej nie mówimy o drugorzędnym bądź metaforycznym typie sukcesu. Nasza idea sukcesu nie zostanie zastąpiona żadnym innym górnolotnie brzmiącym, „idealistycznym” kompromisem. Nikt nie będzie nas namawiał raz jeszcze, by ograniczyć własne nadzieje i potem odkryć, że bez problemu można osiągnąć najprostsze standardy. Takie programy grają jedynie na zwłokę porażki. Z drugiej strony — im bardziej obrazowo możemy przedstawić sobie wizję celu, który kiedyś pragnęliśmy osiągnąć, tym większe są szanse, że go osiągniemy.
A teraz, po uprzednim przeanalizowaniu tendencji naszej natury, które prowadzą nas do przyzwolenia na porażkę, zrozumieniu, że jeśli na to przyzwolimy, to zostaniemy pociągnięci ku czeluści, spójrzmy, co natychmiastowo działa, by odciągnąć nas od zdrowego wysiłku dążącego do osiągnięcia sukcesu. .....
„Prawo natury jest następujące: Działaj, a będziesz mieć moc, gdyż ci, którzy nic nie robią, nie mają mocy”.
Już dawno opracowano skuteczną formułę sukcesu. Dziś odkrywamy ją na nowo i przekonujemy się, że DZIAŁA! Skorzystaj i Ty z tej dawnej prawdy i bądź szczęśliwy:
http://zlotemysli.pl/weronikam,1/publication/show/6547/Obudz-sie-i-zacznij-zyc.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz