środa, 29 lipca 2009

"Podążaj za marzeniami"



TU MOŻESZ POBRAĆ CAŁĄ KSIĄŻKĘ ZA DARMO!!!

PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI — Arkadiusz Śmigielski

Przedmowa

Wiedza tu zgromadzona jest wiedzą fundamentalną, sprawdzającą się w każdym momencie naszego życia – zarówno biznesowego jak i prywatnego.
Człowiek bez marzeń to człowiek martwy – jeżeli jeszcze nie dosłownie, to za chwilę to się stanie ... bo jakiż jest jego cel, dokąd zmierza, co chce osiągnąć i po co chce żyć...?
Same marzenia jednak nie wystarczą do ich spełnienia. Jeżeli nie nadamy im formy, działania, konkretnie sprecyzowanego w czasie i przestrzeni celu... nic się nie wydarzy. Sprinter biegnący na lOOm wie dokładnie gdzie jest meta. Skoczek wzwyż wie dokładnie, na jakiej wysokości poprzeczkę musi przeskoczyć. Człowiek nie precyzujący swojego celu (swojej mety) nigdy go nie osiągnie – bo nie wie gdzie on jest naprawdę. Pojawił się
na chwilę w marzeniach i tak samo szybko zniknął. Jego życie, więc po prostu toczy się swoją własną, nieokreśloną drogą. Oczywiście zdarzają się wyjątki – przecież niektórzy trafiają szóstkę w LOTTO... niestety w ciągu roku takich osób jest 2 razy mniej niż tych, których trafia piorun. Jeżeli więc chcesz się pozbyć całej tej losowości w Twoim życiu, potrzebujesz konkretnych zmian. Jeśli chcesz wiedzieć, dokąd zmierzasz – ta lektura jest właśnie dla Ciebie. Jeżeli jednak nie masz zamiaru nic z własnym życiem robić, a płacenie podatku od marzeń w formie kolejnego losu w LOTTO jest Twoim ulubionym zajęciem – daruj sobie dalszą lekturę. Nie myśl, że Twoje działania mogłyby urzeczywistniać to, o czym marzysz. Nie myśl, że życie może być prostsze niż trafienie szóstki i sprawiać wiele przyjemności... Twój wybór jest najlepszy... bo jest Twój. Robienie własnego biznesu, czy też planowanie własnej przyszłości bez stawiania sobie konkretnych celów i podążania w kierunku ich realizacji jest jak gra w LOTTO... „czasami" się udaje. Według statystyk to „czasami" z 10 firm tylko 1 przetrwa ponad 5 lat od powstania. To „czasami" = ze 100 osób tylko 5 osiągnie niezależność finansową. Czy już wybrałeś, w której grupie chcesz być? Jeżeli zdecydowałeś czytać dalej proszę żebyś poważnie potraktował dalszą wiedzę.
Z pełnym zaangażowaniem w Twój sukces,
Zanim drogi Czytelniku przejdziemy do „10 przykazań" stawiania celów, czyli precyzowania marzeń i podążania za nimi, pozwól że opowiem trochę o sobie. Już jako 12 letni chłopak (6 klasa) jasno określiłem swoją przyszłość – chciałem być najlepszym inżynierem elektronikiem... i szedłem twardo tą drogą przez następne 12 lat. Wiesz, czerwone paski na świadectwach, medal dla najlepszego ucznia po 5 latach technikum, studia (WAT Warszawa) ukończone z wynikiem bardzo dobrym jako jedyny w mojej specjalizacji i... przebudzenie – przecież nie można być we wszystkim najlepszym.
Tak w ogóle to bardzo ciężki zawód, mimo że najlepsi specjaliści w firmach świetnie zarabiają. Dlaczego? Wciąż trzeba poszerzać wiedzę i zawężać specjalizację, a jutro może okazać się, że to wszystko jest nieaktualne, więc szybka zmiana „zainteresowań" i od nowa. Przy tym wszystkim świadomość, że jutro może urodzić się, albo wczoraj już się urodził i właśnie dorósł lepszy... i po świetnych zarobkach, i wymarzonym stanowisku.
Po takich właśnie przemyśleniach stwierdziłem, że nie tędy droga. Czy nie lepiej być po prostu dobrym, a tych najlepszych zatrudniać – niech pracują dla mnie! Tak też, będąc jeszcze na ostatnim roku studiów, w 1997r. otworzyłem pierwszą firmę. Nie był to może szczyt marzeń inżyniera, ponieważ praktycznie nie robiłem żadnych wielkich projektów, a już na pewno nie było to celem działalności – salon dealerski sieci ERA GSM. Ponieważ
koniunktura na rynku była dobra więc otworzyłem w sumie sześć takich salonów od Polic pod Szczecinem, idąc pasem wybrzeża Sławno, Darłowo, Ustka, Słupsk, aż po... Radom. W międzyczasie spółka sprzedająca komputery i kasy fiskalne (dwa sklepy), import frontów meblowych z Niemiec, consulting i... bolesne bankructwo w 2002r. – akurat jak zdążyłem poczuć dużą kasę, poczułem jak się spada w duży dół. Kilkaset w tysiącach na minusie, uwierzcie mi, może złamać najmocniejszego, tym bardziej, że po podliczeniu
mojej sytuacji finansowej potrzebowałem ok. 10 tyś. zł miesięcznie na pokrycie bieżących płatności typu kredyty, leasingi i inne niezapłacone faktury. Jakoś nie mogłem sobie wyobrazić siebie idącego w naszym pięknym kraju do pracy i od ręki dostającego 10 tyś zł (najlepiej lltyś żeby coś na życie zostawało) Szczególnie, że w CV mogłem tylko wpisać: „właściciel...", współwłaściciel...". Dodając do tego wszystkiego osobę żony – nauczyciel
gimnazjum (każdy potrafi sobie wyobrazić wielkość poborów), pięcioletniego syna i odpowiedzialność mężczyzny za rodzinę, sytuacja była delikatnie mówiąc beznadziejna (komornicy już zacierali ręce). Najłatwiej się wtedy położyć i czekać na cud... albo „6" w LOTTO. Ja jednak po 3 dniach depresji (słownie: trzy dni) postawiłem się na baczność (pamiętałem jak to się robi z czasów studiów na akademii wojskowej) :-) i... wyjechałem do pracy za granicę, zostawiając rodzinę w Polsce. Nie wiem czy było to odpowiedzialne, czy nie. Nie widziałem po prostu lepszego, a co najważniejsze szybszego rozwiązania. Los, jak zwykle w trudnych sytuacjach, „zapala światełka w tunelu", a ja zauważyłem takie w Wielkiej Brytanii. Przez kolejne 6 miesięcy robiłem tam wszystko: od miotły, łopaty, przez walce, koparki, na wyjazdach pod krawatem celem załatwiania różnych spraw dla szefa skończywszy. Świetna szkoła, także nowo poznanego języka angielskiego. Właśnie tam, pracując po kilkanaście godzin dziennie, zarabiałem wspomniane pieniądze pozwalające mi „zapychać" najpilniejsze „dziury". Dlaczego piszę to wszystko?... żeby pokazać Ci, że też bywałem na dnie? – nie do końca... że mam tzw. doświadczenie życiowe? – też nie. Moim celem jest uzmysłowić Ci, że zawsze musi pojawić się jakiś impuls do zmian. Jakaś siła wyższa (nazwij ją sam) pokazuje nam inną drogę – szansę. Z perspektywy lat wiem, że moje bankructwo było najlepszą szkołą i najlepszym rozwiązaniem (wtedy myślałem wręcz przeciwnie). Moje firmy zmierzały do nikąd bez pomysłu, bez koncentracji na temacie, a co najważniejsze bez szczegółowego planu, co będzie się w nich działo wciągu najbliższych kilku lat. Wszystko, co nas w życiu spotyka jest specjalnie dla nas, na naszą miarę, ani za duże, ani za małe – jest odpowiednie – tylko trzeba dać sobie szansę to sprawdzić i zmierzyć się z rzeczywistością. Jednak to nie bankructwo było wspomnianym impulsem do zmian, a w każdym razie nie najważniejszym. Będąc w Anglii pracowałem całymi dniami, żeby zarobić, ale także żeby nie myśleć o problemach i nie tęsknić za rodziną (jeżeli w ogóle da się nie myśleć i nie tęsknić). Gdy po trzech miesiącach wróciłem na kilka dni do domu, mój pięcioletni syn powiedział: „Jak wyjedziesz jeszcze raz to ja tego nie przeżyję"... wyjechałem – jakoś to przeżył, a ja długo to później „naprawiałem". Pracowałem tam nawet w niedzielę, tylko trochę krócej – i całe szczęście, bo właśnie pewnej niedzieli przechodząc koło starego drewnianego kościółka pomyślałem: zajdę, zobaczę... W środku siedziało sporo osób, ale nie była to tradycyjna msza. Młody ksiądz na rzutniku pokazywał zdjęcia ze swojej podróży po jednym z krajów Bliskiego Wschodu, w którym aktualnie toczyła się wojna domowa (niestety nie pamiętam, który to był kraj). Tragiczne zdjęcia, ale jedno przyciągnęło moją uwagę i zainteresowanie. Był to obraz rodziny składającej się z mamy, taty i trójki dzieci w wieku od dwóch do dziewięciu lat (moim zdaniem). Wszyscy siedzieli na kartonie pomiędzy dwoma torami kolejowymi, jak na pasie zieleni separującym dwie jezdnie o przeciwnym ruchu samochodowym. Mama właśnie coś gotowała, starsze dzieci czymś się bawiły, a najmłodsze trzymał na jednej ręce ojciec siedzący na podkulonej nodze... ponieważ drugiej ręki i nogi nie miał. W mej głowie pojawiło się pytanie: dlaczego oni siedzą między tymi torami? Mało facetowi, że stracił rękę i nogę, chce jeszcze stracić dziecko, które w czasie zabawy wpadnie pod nadjeżdżający pociąg? Wyjaśnienie prawie natychmiast popłynęło z ust księdza: wcześniej ludzie ci mieszkali w ruinach swojego domu, do momentu gdy jakaś banda ich napadła i dla zabawy obcięła mężczyźnie rękę i nogę. Przeprowadzili się więc na karton pomiędzy torami, uważając to za najbezpieczniejsze miejsce z uwagi na fakt, że szlaków transportowych typu tory kolejowe pilnuje wojsko. To był ten impuls! Wtedy do mnie dotarło! Jakie ty masz problemy człowieku! Masz dach nad głową, ręce, nogi i bezpieczną rodzinę! Nie masz tylko chwilowo kasy, tylko kasy – jaki to problem – żaden! Tamten człowiek mógł sobie tylko o tym pomarzyć, a jednak się nie poddał i wciąż żył! Nastąpiło cudowne uzdrowienie. Od tamtego dnia jestem uśmiechniętym i podążającym za marzeniami człowiekiem, nazywanym czasami „niezdrowym optymistą". Tak to może dla niektórych osób wyglądać. Szczególnie tych, którzy znają moją historię, a na co dzień żyją przeszłością zapominając o budowaniu przyszłości. Pojęcie problemu nie istnieje. Problem
jest nim tylko wtedy, kiedy sami tak go nazwiemy. Porażka jest nią tylko wtedy, kiedy nasza głowa tak określi to, co nas spotkało. Nie ma porażek, są tylko informacje zwrotne – lekcje, które uczą nas życia i pozwalają unikać gorszych błędów w przyszłości. Potrzebowałem tej lekcji jak każdy człowiek na pewnym etapie swojego życia. Szkoda tylko, że niektórzy nigdy nie dorastają do spotkania z najlepszym nauczycielem – życiem. Jutro też jest dzień i trzeba coś z tym zrobić, co ważniejsze nie zapominając o dniu, który będzie pojutrze i za rok, i za pięć lat, i za dwadzieścia, i za... Nauczyciel się zjawia kiedy uczeń jest gotów. Czy jesteś gotów na zmiany? Jeżeli wciąż czytasz to przypuszczam, że tak. Nie traktuj mnie jako nauczyciela tylko dlatego, że piszę te słowa. Przecież to Ty jesteś największym autorytetem od własnych marzeń. Ja mam na celu tylko pomóc Ci je
„poukładać". Czas zacząć marzyć Raz na wozie, raz pod wozem, ale nawet w trudnych sytuacjach coś nas trzyma na dobrej drodze – marzenia – więc jak już wyszedłeś z emocjonalnego dołka czas zacząć marzyć.
Czy marzysz czasami? O czym?
Warto marzyć, bo jak powiedział Robert Kiyosaki:
„Człowiek potrafiący marzyć jest o wiele potężniejszy od człowieka, który ma ogromną wiedzę w danym temacie, jest świetnym specjalistą – ponieważ wiedza, nawet najgłębsza na dany temat, jest ograniczona i przewidywalna, a marzenia są nieograniczone".
Marzenia to nasze myśli, a więc uważajmy na nasze marzenia, bo myślenie jest twórcze i sprawcze. Większość ludzi pragnie szczęścia, ale nie potrafiąc go zdefiniować sami nie wiedzą, czego szukają. Siłą rzeczy umierają nie odnajdując go. Jeśli je nawet odnajdują, to i tak go nie rozpoznają – przecież nie wiedzą, czego szukają. Ludzie chcą być naprawdę bogaci, ale jeżeli zapytamy, ile chcieliby zarabiać za rok, większość nie jest w stanie udzielić odpowiedzi albo są to odpowiedzi bardzo enigmatyczne typu: „tyle
żeby mi na wszystko starczało". Jeżeli nie wiesz dokąd idziesz, właściwie idziesz donikąd. Pamiętajmy, że życie daje nam dokładnie to, czego od niego oczekujemy – nie mniej i nie więcej. Najczęściej jednak zapominamy lub co gorsza nie zdajemy sobie z tego sprawy, że życie jest gotowe dać nam o wiele więcej – wystarczy poprosić, ale ludzie nie mają śmiałości prosić. W procesie marzenia w ogromnej mierze zaangażowany jest umysł podświadomy. Podświadomość jest jak kelner – podaje nam to, co sobie zamówimy.
Zamawiaj więc same najlepsze rzeczy – czyli zacznij marzyć jasno określając cele, za którymi później będziesz podążał.
10 przykazań stawiania celów
Dotrwałeś do najważniejszej części – jeżeli czegoś z niej nie zrozumiesz przeczytaj jeszcze raz i jeszcze raz albo zadaj mi pytanie telefonicznie lub emailem – przecież chodzi o planowanie Twojej przyszłość, więc szkoda czasu na błędy.
Zacznijmy od najważniejszego przykazania: .....

Ciąg dalszy darmowego E-booka możesz ściągnąć klikając w poniższy link:



4 komentarze:

  1. Miło mi, że mój e-book został dostrzeżony.

    pozdrawiam
    Arkadiusz Śmigielski
    www.podazajzamarzeniami.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to wszystko wiem i znam a jednak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, ja od niedawna podążam za marzeniami w jednym swoim wierszu napisałam ..."Bezduszność
    Odradzasz się każdego dnia
    wędrując za słońca promieniem
    by u schyłku wtulić myśli w poduszkę
    chowając się za czarną peleryną nocy

    A pod powiekami tworzysz obraz
    będzie on doskonały....
    kłamstwo jest kłamstwem
    nawet wtedy gdy nazywasz je marzeniem

    Nieprawdziwe słowa ,emocje
    wszystko to konfabulacją
    a wystarczy nie marzyć...
    po prostu być sobą

    zmieścić się w ramach
    które narzuca los
    a może ty sam...nie wiem
    marzenia niszczą,podcinają skrzydła

    droga niespełnienia bywa ciernista
    upadek nadziei jeszcze bardziej boli
    może marzenie nazwę celem?
    a wtedy...naostrz pragnienie...

    niech zabije bezduszność życia..."


    I zaczęłam wydawać swoje powieści poezję i mam nadzieję, że z takim samym sercem czytelnicy podejdą mojej twórczości z jaki ja oddaję im swoje serce na kartach książek...dziękuję za maile i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Jarzębina. Pięknie piszesz

    OdpowiedzUsuń